19.2.15

Po i przed, czyli niepożądany erotyzm w Katowicach.

Pierwsze spostrzeżenia po dłuższej nieobecności na scenie Katowic. Super publiczność. Odniosłem wrażenie że większość osób przyszło znając nasze działania, ot, chciało miło spędzić wieczór "kosztując" potraw które im smakują. Też czasami tak mam. Nie było zwrotów... . W czasie projekcji filmu nikt nie opuścił sali. Wcześniej się zdarzało, szczególnie przy projekcjach IF.
Scena, rewelacyjna. Zaskakująco dobra akustyka. Pomimo swojej mikro skali, oferuje dużo możliwości do eksperymentowania. Widziałem tam wcześniej dwa monodramy i teraz, z własnego doświadczenia uważam że im mniej i ciemniej na tej scenie tym lepiej.  Na pewno to uwzględnimy w najbliższej prezentacji.
Jeżeli chodzi o media, te oczywiście mnie nie zawiodły. Trzymają nieustannie ten sam tendencyjny "poziom". Kuriozalna RECENZJA, zarzucająca nam pornografię i dosłowność w przypadku opierania się o twórczość Bellmera to jak zarzut że artysta odnoszący się do Hermanna Nitscha używa krew a nie czerwoną farbę, bo to zbyt dosłowne i nastawione na kontrowersje. Oczekiwałem raczej zarzutów o brak konsekwencji, nie pokazując seksu analnego. Nie pierwszy raz spotykamy się z takim absurdem: "niepożądany erotyzm" w kontekście Bellmera. Może w takim razie jakiś krytyk w Polsce wyjaśni tematykę prac artysty i jego inspiracje.
Do tej pory można jedynie przeczytać że tematem jest surrealizm.
Recenzentka nie dość że ślepa - powinienem napisać niedowidząca, ale skoro sama zarzuca mi głupotę, to chyba to określenie bardziej wpisuje się w narrację -  ("ci sami bohaterowie" w akcji i filmie) to na dodatek głucha (nie było żadnych dźwięków migawki aparatu w czasie akcji). Poziom wiedzy i przygotowania krytyki teatralnej w Polsce bez zmian :) Performance, teatr, live art... jeden chuj. Chuj i cipka na scenie czy ekranie to wciąż za dużo dla polskiego krytyka, to nie jest punkt wyjścia, ale koniec racjonalnej dedukcji. To koniec. Za dużo mięsa w mięsie. Z automatu można napisać o te 1000 znaków mniej, podtrzymując tradycję brukowego dziennikarstwa. Taka demagogia w opisywaniu sztuki przypomina mi kato-prawicowe myślenie. Poprzez negację wykluczają  istnienie pewnych  bytów i mechanizmów.
Może dobrze się stało że Hans Bellmer nie dożył czasów kiedy eksplodowała medialność. Podejrzewam że gdyby zrealizował chociaż jeden film, zostałby odsunięty w niebyt i artystyczny ostracyzm bardziej niż Pierre Molinier.

"Próba przeniesienia na scenę surrealistycznych wizji Bellmera nie oddaje atmosfery jego prac, to co metaforyczne przenosi w przestrzeń dosłowności, a specyficzna aura rysunków i fotografii zastąpiona zostaje tanim erotyzmem nastawionym na kontrowersję i niepotrzebną widzowi próbę podkreślenia bezkompromisowości twórców." 
Katarzyna Niedurny, 2015

Hans Bellmer, 1946
Na następny pokaz DIE PUPPE + RECONSTRUCTION DOLL zapraszamy 20 marca do TEATRU RAWA w Katowicach. Spodziewajcie się technicznych zmian.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz