Scena, rewelacyjna. Zaskakująco dobra akustyka. Pomimo swojej mikro skali, oferuje dużo możliwości do eksperymentowania. Widziałem tam wcześniej dwa monodramy i teraz, z własnego doświadczenia uważam że im mniej i ciemniej na tej scenie tym lepiej. Na pewno to uwzględnimy w najbliższej prezentacji.
Jeżeli chodzi o media, te oczywiście mnie nie zawiodły. Trzymają nieustannie ten sam tendencyjny "poziom". Kuriozalna RECENZJA, zarzucająca nam pornografię i dosłowność w przypadku opierania się o twórczość Bellmera to jak zarzut że artysta odnoszący się do Hermanna Nitscha używa krew a nie czerwoną farbę, bo to zbyt dosłowne i nastawione na kontrowersje. Oczekiwałem raczej zarzutów o brak konsekwencji, nie pokazując seksu analnego. Nie pierwszy raz spotykamy się z takim absurdem: "niepożądany erotyzm" w kontekście Bellmera. Może w takim razie jakiś krytyk w Polsce wyjaśni tematykę prac artysty i jego inspiracje.
Do tej pory można jedynie przeczytać że tematem jest surrealizm.
Recenzentka nie dość że ślepa - powinienem napisać niedowidząca, ale skoro sama zarzuca mi głupotę, to chyba to określenie bardziej wpisuje się w narrację - ("ci sami bohaterowie" w akcji i filmie) to na dodatek głucha (nie było żadnych dźwięków migawki aparatu w czasie akcji). Poziom wiedzy i przygotowania krytyki teatralnej w Polsce bez zmian :) Performance, teatr, live art... jeden chuj. Chuj i cipka na scenie czy ekranie to wciąż za dużo dla polskiego krytyka, to nie jest punkt wyjścia, ale koniec racjonalnej dedukcji. To koniec. Za dużo mięsa w mięsie. Z automatu można napisać o te 1000 znaków mniej, podtrzymując tradycję brukowego dziennikarstwa. Taka demagogia w opisywaniu sztuki przypomina mi kato-prawicowe myślenie. Poprzez negację wykluczają istnienie pewnych bytów i mechanizmów.
Może dobrze się stało że Hans Bellmer nie dożył czasów kiedy eksplodowała medialność. Podejrzewam że gdyby zrealizował chociaż jeden film, zostałby odsunięty w niebyt i artystyczny ostracyzm bardziej niż Pierre Molinier.
"Próba przeniesienia na scenę surrealistycznych wizji Bellmera nie oddaje atmosfery jego prac, to co metaforyczne przenosi w przestrzeń dosłowności, a specyficzna aura rysunków i fotografii zastąpiona zostaje tanim erotyzmem nastawionym na kontrowersję i niepotrzebną widzowi próbę podkreślenia bezkompromisowości twórców."
Katarzyna Niedurny, 2015
Hans Bellmer, 1946Na następny pokaz DIE PUPPE + RECONSTRUCTION DOLL zapraszamy 20 marca do TEATRU RAWA w Katowicach. Spodziewajcie się technicznych zmian.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz