22.12.18

Za darmo to nawet piwa się nie napiję...

...jak mi nie zapłacą - chciałoby się powiedzieć, widząc co dzieje się w lokalnej kulturze.
Od wielu lat, tutaj jak i w publicznych dyskusjach mówię o zjawiskach patologii w przestrzeni teatru niezależnego i sztuki. Głównie chodzi mi o bezczelne czerpanie środków publicznych na wszelkiego rodzaju "wygłupy", realizowane najczęściej w ramach poważnych projektów społecznych. Lokalne działania w obrębie kultury, z uwagi na ich marginalną popularność, nie stanowią interesującego punktu zapalnego dla dziennikarzy, brakuje też solidnej krytyki i platformy do dyskusji.
Dlatego też "monopoliści konfitur" czerpią ile się da z - jakby na to nie spojrzeć - naszych kieszeni.
Poziom przegięcia w Katowicach, chyba właśnie osiągnął maksimum.
Nie czepiałbym się, gdyby te same osoby, związane z tym czymś, publicznie nie oceniały innych lub zwyczajnie nie negowały zjawisk, które w przeciwieństwie do nich, istnieją bez publicznego wsparcia. Tak, tak, panowie da się to robić za swoje.
Nie widziałem tego wygłupu. Nawet gdyby ktoś mnie zaprosił, to bym nie poszedł. Po prostu nie ufam tym twórcom w warstwie formalnej (która jest realizowana od dłuższego czasu po najtańszej linii oporu), ale tym razem to jest chyba slangowe "przegięcie pały". Swoją frekwencją nie chciałbym uzasadniać powstania tego kabaretu.
Czy trzech facetów do pogadania przy piwie o kobietach (przy okazji ważnej rocznicy uzyskania przez kobiety praw wyborczych) , w knajpie, w towarzystwie trzech worków po ziemniakach, potrzebuje współfinansowania w wysokości 7 tyś z budżetu Samorządu Województwa Śląskiego?


































To nie są tajne informacje, każdy może sobie je przeczytać pod TYM ADRESEM.

Więcej zdjęć na portalu koszutka.eu  Poważnie, myślałem, że ta strona  to jakiś techniczny żart. Chociaż z drugiej strony trzeba przyznać, że zdjęcia z wydarzenia estetycznie znakomicie się w nią wpisują.


























8.6.16

Rzeczywistość alternatywna.

Szkoda czasu na komentarze tego co dzieje się wokół, dlatego też przestałem pisać na tym blogu, a o mojej pracy... moja praca powinna być komentarzem. Odsyłam na tumblery i pokrewne strony. Olałbym temat, gdyby nie to że chodzi o moją osobę i pracę. I tak zwyczajnie, wkurwia mnie to ciągłe lanie ciepłej wody przez "kolegów" którym zbiera się na wspominki. Czytam i wydaje mi się że niektórzy żyją w rzeczywistości alternatywnej, chociaż lepiej byłoby napisać "off-owej".  Każdy ma prawo mówić publicznie co chce, ale też każdy powinien liczyć się z tym że pojawi się głos osoby, będącej w tym samym czasie i w tym samym miejscu, będącej jednak bardziej poinformowaną w temacie.
ZAPIS ROZMOWY z panelu dyskusyjnego nazwanego "offowi luzerzy" powinien według mnie  brzmieć "offowi loserzy", bo sama już konwencja takiej rozmowy bardziej przypomina spotkanie niedzielnych literatów. Chyba że jest to przejaw kompleksów (wiem, to samo ktoś mógłby powiedzieć o tym wpisie). Do głowy by mi jednak nie przyszło uczestniczenie w czymś takim. Dobry "off" działa tylko wtedy, kiedy jest szczery do bólu, potrafi dopierdolić. Mówić o sobie "off" może każdy, oceniać również, to jest zaleta jak i przekleństwo tej sceny. Nie wiem dlaczego dla tych panów jest tyle niewygodnych tematów, przez które prześlizgają się z ironicznym wdziękiem, może dlatego że sami stanowią cześć "systemu" do którego tak niejednoznacznie się odnoszą i widocznie w jakiś sposób ich to uwiera (tak, tak: instytucje, konwenanse i zależności).

Ja odniosę się konkretnie do wypowiedzi Macieja Dziaczko:
"Kiedy współorganizowaliśmy w Katowicach wraz z Marcinem Herichem festiwal teatrów niezależnych A Part w Katowicach, władze miejskie chciały cofnąć dotację, ponieważ w przedstawieniach niektórych teatrów pojawiała się nagość"

Fakty:
Podczas 12 Międzynarodowego Festiwalu Teatrów A Part w 2006 roku prezentowaliśmy (SUKA OFF) w Katowicach spektakl CLONE FACTORY. Miasto Katowice, a właściwie ówczesny prezydent p. Uszok po interwencji tabloidu "Fakt", donoszącego mu że za państwowe pieniądze prezentowana będzie pornografia i treści "podpadające" pod paragraf, wycofał kwotę przeznaczoną na nasze honorarium. Pozostałe grupy  występujące na festiwalu otrzymały honorarium. Jedyni graliśmy za wpływy z biletów.  Na tym samym festiwalu bez przeszkód zostały zaprezentowane inne spektakle w których również pojawiła się nagość: m.in. spektakl samego organizatora (Teatr A Part), na którego to powstanie bez problemów otrzymał grant z miasta.
CLONE FACTORY powstał za prywatne pieniądze, a prezentacja została opłacona wyłącznie z dobrowolnych wpłat przybyłych obywateli. Tak czy inaczej pokazaliśmy naszą pracę. Dlaczego samozwańcze środowisko "offowe" cierpi na nieustający "ból dupy", który za każdym razem w czasie publicznej debaty próbują przypudrować? Chociaż, biorąc pod uwagę ilość i jakość formy opartej na cielesności i seksualności we współczesnym, polskim offie to trafniej napisać: "kompleks małego"?

Acha, zaznaczam również że wbrew temu co mówi Dziaczko:

"Chcę powiedzieć, że jeszcze całkiem niedawno te granice były o wiele bardziej płynne i nie wzbudzały tylu kontrowersji. Wtedy funkcjonowały na przykład takie grupy jak Suka Off czy Sędzia Główny albo jeszcze wcześniej Totart."

SUKA OFF nadal funkcjonuje i jesienią zaprasza na nowe akcje. Szczegółowe informacje pojawią się w lipcu.
MD przeczy sam sobie. Widocznie wzbudzały tyle kontrowersji, skoro władze miejskie cofnęły dotację na spektakl o czym mówi wcześniej. Łączenie grupy z przełomu wieku z Totartem który działał w czasie transformacji w kontekście wolności wypowiedzi jest już kompletnym brakiem wiedzy. Byle pleść.

Nie będę tutaj rozpisywać się ad personam, ale MD sam brał udział w spektaklu CLONE FACTORY i widocznie punkt widzenia zmienił się od punktu siedzenia. Taki to mamy "off".  Te wypowiedzi sprowokowały mnie do tego wpisu.

11.2.16

SUKA OFF w Gdańsku























Już w najbliższą niedzielę w KOLONII ARTYSTÓW zaprezentujemy kolejna odsłonę akcji tranSfera 4.8. Następnie pokaz prac video: SUKA OFF i INSIDE FLESH. Zapraszamy. UWAGA! Ograniczona ilość miejsc,

23.11.15

Pieprzenie bez sensu


No dobrze, ja też nie widziałem TEGO spektaklu, więc argument: "nie widziałeś i się wypowiadasz" może i jest na miejscu. Mam odpowiedź, żeby wiedzieć że psie gówno nie jest dobre, nie trzeba go próbować. Wystarczy powąchać. W wymiarze wizualnym, metaforycznie też powąchałem. Śmierdzi gównem. Wystarczyły mi dwie rzeczy (pomijam wszelki medialny szum, który najczęściej ma niewiele wspólnego z prawdą):

Po pierwsze: informacja na stronie teatru/przedstawienia (link powyżej).
Jeżeli czytam: "przedstawienie przeznaczone jest dla widzów NAPRAWDĘ dorosłych" to zastanawiam się czy Teatr Polski we Wrocławiu pokazuje też coś dla widzów dorosłych NA NIBY? Chciałoby się powiedzieć "WTF???". "Sceny seksu" czy "seks na scenie"? Jak wyglądają "sceny seksu"? Czy jak w najnowszym dziele Gaspara Noe? Gdzie w zajebiście seksownych okolicznościach bohater stara się przekonać widza że "miękkim fiutem" można zrobić komuś dobrze? Czy Jelinek adresowała swoje utwory do dorosłych, czy do takich w połowie, a może do takich w 120 procentach?

Po drugie: kiedy widzę tak nędzną inspirację pracą Erwina Olafa (jednocześnie znając powierzchowny tryb pracy w teatrach instytucjonalnych) to nie może być dobrze.



"Śmierć i dziewczyna" / reż. Ewelina Marciniak / 2015 / scenografia i kostiumy: Katarzyna Borkowska



Erwin Olaf / Separation / 2003

+ video:



Niestety, ta powierzchowność jest świadectwem idiotycznej strategii, której sam padłem ofiarą w 2005 roku. Wtedy, właściciel warszawskiego klubu M25 wykorzystał akcje "Clone Factory" w swojej lokalnej wojence, przeciwko rządom PiS. Seks też był orężem. W ostatnich wyborach ten jegomość próbował dostać się do sejmu... niestety, wybrał złą opcję. Teraz, dyrektor Teatru Polskiego (obecnie poseł, widocznie dobrze wycelował) prowadzi podobną grę. Nie wygląda to nowocześnie... o konflikcie interesów mogę wspomnieć nawiasem (poseł pobierający uposażenie jednocześnie pracujący w państwowej instytucji pobierający kolejną pensję?)
Zabawa seksualnością to zabawa zapałkami, a w tym kontekście Ci dwaj panowie są dla mnie dziećmi. Nie traktowali/traktują tematu poważnie. Prędzej czy później spalili/spalą swoje "zabawki".

Epilog: rok 2001, hiszpańska grupa La Fura del Baus prezentuje spektakl XXX (środki na produkcję pochodziły z SchauspielfrankfurtFestiwal d'Estiu oraz wytwórni Private.)
Obecnie 76% mieszkańców Hiszpanii deklaruje się katolikami.
Spektakl prezentowany był 275 razy.

p.s. To nie hejt. Spokojnie. Dzisiaj dostałem kolejne tomisko: "Teatr w Polsce 2015" w statystyce teatrów najczęściej wyjeżdżających za granicę (sezon 2013/2014), SUKA OFF jest na pierwszym miejscu. Produkcja wszystkich spektakli ze środków prywatnych. Wszędzie w drukach promocyjnych uwzględniana jest nota "Poland". Co pan minister na to? ;)
Podaje teraz ilość teatrów, teoretycznie mających możliwości lub które są wpierane przez dotacje z budżetu: narodowe: 3,  marszałkowskie: 41, miejskie: 71, stowarzyszenia: 127.
WTF???

6.9.15

??

Ok. Wracam z blogiem, ale nie sądziłem że zacznę od tego. W katowickiej, kulturalnej gazetce reklamowej właśnie przeczytałem: "Katowiccy kuratorzy przekonują od pewnego czasu, że rok bez Hansa Bellmera to rok stracony. Jego znane lalki stały się trwałym elementem wystawienniczego krajobrazu Katowic." Czy ktoś mógłby mnie uświadomić gdzie od 1996 roku pojawiły się lalki Bellmera? Nazwę to po imieniu, chyba kogoś pojebało. Jak bardzo, jeszcze pseudo artystowskie środowisko ignorantów w tej mieścinie będzie udawało że mają świadomość czegokolwiek? Dalej czytam "jest to wybór „mniej znanych, ale i mniej skandalizujących” prac Bellmera. Wyłania się z nich obraz artysty skupionego raczej na warsztacie niż na skandalach. Jego dzieła zobaczymy na tle prac międzynarodowej grupy artystów współpracujących z małżeństwem Visat, w tym Man Raya, Meret Oppenheim, Hansa Richtera czy Maxa Ernsta". Skandal, drogie panie to jest w waszej prowincjonalnej  świadomości. Chyba nie ma sensu analizować tego kuratorskiego debilizmu. Dla nieobytych ze sztuką wymienionych - kuratorzy sugerują że to portrety wykonywane na zamówienie były głównym tematem w działalności artystów - ta "zła erotyka" to były komercyjne przedsięwziecia, nie warte uwagi. Za komentarz wystarczą prace: Man Raya i Bellmera.
























Hans Bellmer, Untilted (La Croix Gamahuchée), 1946




  



















Man Ray, Essai cinématographique Two Women, 1930

Na koniec jeszcze taka ciekawostka, publikuję ten post 7 września, wernisaż jest 18. Na stronie Muzeum Historii Katowic nie ma ani słowa o tej wystawie. 

20.5.15

20 LAT SUKAOFF (1)

W ramach zbliżającego się trzydniowego cyklu akcji i pokazów video, poruszymy temat miejsca współczesnego performance w przestrzeni klubowej (od klubów fetysz po techno). Po prawie 10 latach od naszej pierwszej znaczącej akcji klubowej (FLESH CAMP / 7.05.2005 / Torture Garden w Londynie) wiele się zmieniło, raczej na gorsze (muszę to przyznać ze smutkiem). Dlaczego ? Dowiecie się 29.05 w Teatrze Rawa w Katowicach. Więcej info TUTAJ.


 

13.5.15

Recenzja performance.

Z uwagi że mieszkam blisko nowego budynku ASP w Katowicach postanowiłem, wybrać się dzisiaj w "kapciach" na festiwal "Klasycy i adepci polskiej sztuki performance".  Wróciłem po 20 minutach z poczuciem że organizatorzy jak i sami występujący mają głęboko w dupie osoby przybyłe "z zewnątrz". Nic nowego jeżeli piszemy o "polskiej klasyce". Prawdopodobnie byłem jedyną taką osobą, reszta stwarzała wrażenie zagubionych, odbijających się od ścian budynku studentów, zaczadzonych nowoczesnością miejsca. Zero informacji, oprócz papieru (chyba toaletowego) przyklejonego na drzwiach olbrzymiej sali (z napisem: "klasycy i adepci polskiej sztuki performance") w której prezentowane były (chyba) akcje. Według programu zamieszczonego na stronie uczelni o 12:30 miał się odbyć performance Marty Kotwicy (trwający 30 min.). Na miejscu byłem o 12:10... czekam, czekam, podejrzanie to wygląda. O 12:30 dowiaduję się że performance już się odbył (ok. 20 min. temu się skończył). Tak, tutaj w tej sali w której stoję od 15 minut. Czy mogę więc oceniać performance którego nie widziałem? A może jednak widziałem. Artystka stała z papierosem na zewnątrz i mówiła coś do kamery. No więc, uważam że performance był gówniany. Nudny i nijaki. Jak to zwykle bywa w przypadku polskich performerów, egocentryczny do bólu.
Skoro artyści oczekują szacunku ze strony odbiorcy do ich pracy, tak samo ja jako odbiorca oczekuję tego samego z ich strony, a oczekuję jedynie trzymania się zasad które sami wcześniej wyznaczyli. Festiwal na dobre chyba się jeszcze nie rozpoczął, ale można uznać że już się skończył.



























performance Marty Kotwicy "bez tytułu"

19.2.15

Po i przed, czyli niepożądany erotyzm w Katowicach.

Pierwsze spostrzeżenia po dłuższej nieobecności na scenie Katowic. Super publiczność. Odniosłem wrażenie że większość osób przyszło znając nasze działania, ot, chciało miło spędzić wieczór "kosztując" potraw które im smakują. Też czasami tak mam. Nie było zwrotów... . W czasie projekcji filmu nikt nie opuścił sali. Wcześniej się zdarzało, szczególnie przy projekcjach IF.
Scena, rewelacyjna. Zaskakująco dobra akustyka. Pomimo swojej mikro skali, oferuje dużo możliwości do eksperymentowania. Widziałem tam wcześniej dwa monodramy i teraz, z własnego doświadczenia uważam że im mniej i ciemniej na tej scenie tym lepiej.  Na pewno to uwzględnimy w najbliższej prezentacji.
Jeżeli chodzi o media, te oczywiście mnie nie zawiodły. Trzymają nieustannie ten sam tendencyjny "poziom". Kuriozalna RECENZJA, zarzucająca nam pornografię i dosłowność w przypadku opierania się o twórczość Bellmera to jak zarzut że artysta odnoszący się do Hermanna Nitscha używa krew a nie czerwoną farbę, bo to zbyt dosłowne i nastawione na kontrowersje. Oczekiwałem raczej zarzutów o brak konsekwencji, nie pokazując seksu analnego. Nie pierwszy raz spotykamy się z takim absurdem: "niepożądany erotyzm" w kontekście Bellmera. Może w takim razie jakiś krytyk w Polsce wyjaśni tematykę prac artysty i jego inspiracje.
Do tej pory można jedynie przeczytać że tematem jest surrealizm.
Recenzentka nie dość że ślepa - powinienem napisać niedowidząca, ale skoro sama zarzuca mi głupotę, to chyba to określenie bardziej wpisuje się w narrację -  ("ci sami bohaterowie" w akcji i filmie) to na dodatek głucha (nie było żadnych dźwięków migawki aparatu w czasie akcji). Poziom wiedzy i przygotowania krytyki teatralnej w Polsce bez zmian :) Performance, teatr, live art... jeden chuj. Chuj i cipka na scenie czy ekranie to wciąż za dużo dla polskiego krytyka, to nie jest punkt wyjścia, ale koniec racjonalnej dedukcji. To koniec. Za dużo mięsa w mięsie. Z automatu można napisać o te 1000 znaków mniej, podtrzymując tradycję brukowego dziennikarstwa. Taka demagogia w opisywaniu sztuki przypomina mi kato-prawicowe myślenie. Poprzez negację wykluczają  istnienie pewnych  bytów i mechanizmów.
Może dobrze się stało że Hans Bellmer nie dożył czasów kiedy eksplodowała medialność. Podejrzewam że gdyby zrealizował chociaż jeden film, zostałby odsunięty w niebyt i artystyczny ostracyzm bardziej niż Pierre Molinier.

"Próba przeniesienia na scenę surrealistycznych wizji Bellmera nie oddaje atmosfery jego prac, to co metaforyczne przenosi w przestrzeń dosłowności, a specyficzna aura rysunków i fotografii zastąpiona zostaje tanim erotyzmem nastawionym na kontrowersję i niepotrzebną widzowi próbę podkreślenia bezkompromisowości twórców." 
Katarzyna Niedurny, 2015

Hans Bellmer, 1946
Na następny pokaz DIE PUPPE + RECONSTRUCTION DOLL zapraszamy 20 marca do TEATRU RAWA w Katowicach. Spodziewajcie się technicznych zmian.

10.2.15

Powrót do Katowic

W najbliższy czwartek po długiej przerwie (prawie 4 lata) wracamy z akcją "na żywo" do Katowic. DIE PUPPE i pokaz video DOLL RECONSTRUCTION. Na świetnej, kameralnej scenie TEATRU RAWA. Mam tyle samo obaw jak i nadziei. W zasadzie na wszystkich płaszczyznach. Może coś drgnęło ludziom w głowach i nie skończy się znowu bezrefleksyjną podnietą i napinaniem artystowskiej prowincji. Jeżeli ktoś to czyta, mieszka gdzieś w "okolicy" i chciałby wybrać się na akcje, zapraszam 20 marca. Niestety, na najbliższy pokaz biletów brak.


4.2.15

POST 2014

SANTA SANGRE MAGAZINE. Dobry pretekst do podsumowania, bez rozpisywania się.