13.5.15

Recenzja performance.

Z uwagi że mieszkam blisko nowego budynku ASP w Katowicach postanowiłem, wybrać się dzisiaj w "kapciach" na festiwal "Klasycy i adepci polskiej sztuki performance".  Wróciłem po 20 minutach z poczuciem że organizatorzy jak i sami występujący mają głęboko w dupie osoby przybyłe "z zewnątrz". Nic nowego jeżeli piszemy o "polskiej klasyce". Prawdopodobnie byłem jedyną taką osobą, reszta stwarzała wrażenie zagubionych, odbijających się od ścian budynku studentów, zaczadzonych nowoczesnością miejsca. Zero informacji, oprócz papieru (chyba toaletowego) przyklejonego na drzwiach olbrzymiej sali (z napisem: "klasycy i adepci polskiej sztuki performance") w której prezentowane były (chyba) akcje. Według programu zamieszczonego na stronie uczelni o 12:30 miał się odbyć performance Marty Kotwicy (trwający 30 min.). Na miejscu byłem o 12:10... czekam, czekam, podejrzanie to wygląda. O 12:30 dowiaduję się że performance już się odbył (ok. 20 min. temu się skończył). Tak, tutaj w tej sali w której stoję od 15 minut. Czy mogę więc oceniać performance którego nie widziałem? A może jednak widziałem. Artystka stała z papierosem na zewnątrz i mówiła coś do kamery. No więc, uważam że performance był gówniany. Nudny i nijaki. Jak to zwykle bywa w przypadku polskich performerów, egocentryczny do bólu.
Skoro artyści oczekują szacunku ze strony odbiorcy do ich pracy, tak samo ja jako odbiorca oczekuję tego samego z ich strony, a oczekuję jedynie trzymania się zasad które sami wcześniej wyznaczyli. Festiwal na dobre chyba się jeszcze nie rozpoczął, ale można uznać że już się skończył.



























performance Marty Kotwicy "bez tytułu"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz